Międzynardowe Mistrzostwa Niemiec - Wörthsee 2019

Dwa słowa o regatach Międzynarodowe Mistrzostwa Niemiec rozgrywanych nad jeziorem Wörthsee w dniach 3-6.X.2019. Gospodarzem regat był klub Segler Verein Wörthsee e.V. W sumie przejechaliśmy 2491 km. W większości po autostradach nie licząc „kopki” pomiędzy Puławami a Piotrkowem Trybunalskim. W obu kierunkach jazda poszła w miarę sprawnie. Jechaliśmy przez Zgorzelec. Klub do naszej dyspozycji udostępnił łąkę. Można było zamieszkać w kamperze albo namiocie J . Opłaty za nocleg były symboliczne. Większość załóg skorzystała z tej propozycji. W budynku klubowym była dostępna toaleta i prysznic oraz obok stał dodatkowy kontener prysznicowy. Innym słowem warunki bardzo kulturalne i cywilizowane. Jednym kłopotem było lekkie zimno. Prognozy pogody sprawdziły się, było od kilku stopni w nocy do kilkunastu w dzień i deszcz. O ile można było się do zimna przyzwyczaić to ciągłe opady były lekkim wyzwaniem J. Samo jezioro nie jest zbyt wielkim akwenem. Choć miłośnicy takich akwenów jak Piaseczno albo Nielisz mięliby szansę powiedzieć, że chlapie woda !! Historia akwenu wskazuje na przewagę słabych wiatrów. Na starcie stanęło 48 załóg w tym jedna z Austrii i jedna z Polski. Rozegrano 9 wyścigów w ciągu 3 dni. Pierwszy dzień był słabo wiatrowy. Chwilami nawet przebijał się błękit nieba. Wyzwaniem mógł być dość wąski start. Przy 48 jachtach licząc np. 4m na jacht start powinien mieć 200 m. W kolejnych dniach linia startu została rozciągnięta i już „dużego tłoku” nie było. Przybyło za to wiatru przy okazji przechodzących frontów napędzanych przez pozostałości huraganu Lorenzo. Niestety wiatr był bardzo szkwalisty i szarpiący. Nie przychodziły zbyt drastyczne odkrętki lub zmiany, ale zmienność siły bardzo utrudniała mam sprawną i szybką żeglugę. Mimo to z ogromną frajdą można było podpatrywać jak radzą sobie koledzy z innych jachtów w tych warunkach. Była to dla nas znakomita okazja, aby zebrać cenne doświadczenia, wniosek jest jeden jeszcze długa droga przed nami, aby dorównać ich poziomowi. W trakcie zawodów organizator zaplanował dwie imprezy z piwem i przekąskami. Jedna z nich była po wyścigach pierwszego dnia a druga sobotnim popołudniem. Niestety do tej drugiej nie dotrwaliśmy gdyż wyścigi zakończyły się w sobotę koło godz. 14:00 a o 17:00 byliśmy już spakowani i zaczęliśmy wracać do domu. Pomijając oficjalne spotkania zaraz po zakończeniu wyścigów każdego dnia czekało na nas zimne piwo i bawarskie przekąski. Cieszyły się one popularnością, bo każdy nie rozbierając się z żeglarskiego rynsztunku konsumował je ze smakiem. Regatom towarzyszyła serdeczna i przyjacielska atmosfera. Każdy był wobec siebie miły, kulturalny, pomocny i uśmiechnięty J Nie dało się odczuć dąsów związanych z podziałem na floty czy powodowanych czym innym. Aż chce się jeździć na takie zawody. Miłym wspomnieniem pozostanie to, że w jednym z wyścigów dojechaliśmy do pierwszej górnej boi na 6 miejscu i po trzech kółkach na mecie zameldowaliśmy się na 7 miejscu. Uznajemy to za „życiówkę” i okazuje się, że po prostu można !! Drugim miłym wspomnieniem będzie to, że zupełnie przez przypadek 40 minut pociągiem od miejsca regat odbywał się Oktoberfest J Na pamiątkę po zawodach dostaliśmy po worku żeglarskim firmy Marinepool.